|
Blog > Komentarze do wpisu
O tym, że teraz mieszkam pod numerem 7
Co ja to miałam.... a tak, przeprowadzka. No przeprowadzka jak przeprowadzka. Najpierw remont, długi i kosztowny. W dodatku robiony w grudniu, nikomu nie polecam. Ostatnie dwa tygodnie starego roku żyłam na pudłach i walizkach w niesprzątanym zagraconym zakurzonym mieszkaniu, po którym całymi dniami kręcili się majstrzy vel robotnicy. Nowe mieszkanie w tym czasie powstawało w pocie czoła i oparach pyłu, ale ponieważ łazienka tam nie działała jeszcze całkowicie, to używana była ta w starym. Jak juz się zrobiła wstępnie kuchnia zostały mi zabrane meble kuchenne w celu ich dopasowania tam. Część pudeł z garnkami i innymi utynseliami poszłam tam, bo w starym zabrakło na nie wolnej podłogi. Zwłaszcza, że ogromną część korytarza zajmował materac nowego łóżka i dywan do nowego pokoju w postaci wielkiego rulonu. Tuż przed wigilia i wyjazdem do domu na święta musiałam cała zapakowac się w pudła. Bo okres między świętami a nowym rokiem spędzałam u rodziców, podczas gdy panowie mieli mnie wtedy przeprowadzać. A że mebli z dobytkiem w środku się nie da przenosić, wiec dobytek musiał iść pierwszy. Ostatecznie i tak przyjechałam na odbiór robót przed sylwestrem samym. Musiałam wprawdzie spędzić noc gdzieś pomiędzy jednym pudłem a nie podłączoną pralką, ale przynajmniej stary rok zakończyłam juz w nowym lokum. Potem kolejna droga przez mękę - pozbyc się wszędobylskego kurzu i wypakować owe pudła. Parę rzeczy mi poginęło po drodze, ale szczęśliwie odnalazły się potem w tym ostatnim nierozpakowanym pudłem. Szło mi to wolno bo w międzyczasie musiałam chodzic do pracy, więc jakis tydzień spałam w mieszkaniu pełnym drobin pyłu. To w połaczeniu z alergia spowodowało, że zapadłam na kaszel gigant, żeby nie powiedzieć koklusz czy też zaczątki astmy. Pomagało jedynie gwałtowne wietrzenie połączone z myciem ścian, co przy minus 10 na zewnątrz dawało zaskakująco pozytywne rezultaty. Ostatecznie udało mi się zasiedlić i nawet dwa dni temu oddałam oficjalnie klucze do mieszkania starego. Jeszcze parę formalnosci mi zostało, ale... Parapetówa sie odbyła, to najważniejsze. A najbardziej ukochane elementy? Wściekle zielone płytki w kuchni, których zdjęcie nie odda, ciemnofioletowa ściana w sypialni połaczona z czarna wielką lampką stojącą i bakłażanowymi roletami, szafa wnękowa z wielkim lustrem robiona na wymiar wg autorskiego projektu:) Tylko mi chłopcy zrobili dowcip i zamontowali dzwonek, który umarłego by z grobu poderwał... czwartek, 28 stycznia 2010, gopherr
TrackBack
Komentarze
lylowa
2010/02/01 14:18:46
uuu jak ja bym chciala zobaczyc te fioletowa sciane z czarna lampa!
2010/02/01 16:52:43
no właśnie muszę zdjęcia wreszcie jakieś wrzucić. ale nie wiem czy oddadzą wiernie rzeczywistość:)
2010/02/05 21:53:22
A nie powiem, że babcia mieszka pod numerem drugim i najlepiej smakuje z sosem brzoskwiniowym... ;)
|
|